Tomasz Kowalski |Gwardia bez Janczaka by istniała, ale bez trenera Lebiody już niekoniecznie!

Chwile temu obejrzałem wywiad Pana Trenera Janczaka, który na pytanie o nasz zespół był w stanie skupić się tylko na sylwetce trenera, może on również naszego zespołu nie zna… trochę to „małe” z jego strony, ale może taki już jest. Nigdy nie wchodziłem w jakieś utarczki słowne, szczególnie na łamach prasy, jednak trochę mnie to zabolało jako człowieka z Wrocławia – wychowanka klubu. Bo Gwardia bez Janczaka by istniała, ale bez trenera Lebiody pewnie skończyłaby swoją działalność kilka lat temu. – powiedział Tomasz Kowalski, kapitan zespołu Exact Systems Norwid Częstochowa dzień po wygranym inauguracyjnym spotkaniu Tauron 1.Ligi z Lechią Tomaszów Mazowiecki.

Marek Osuchowski: Wczoraj po ponad dwugodzinnym spotkaniu pokonaliście na inaugurację sezonu Tauron 1.Ligi gospodarzy, drużynę Lechii Tomaszów Mazowiecki. Jak oceniłbyś ten mecz?

Tomasz Kowalski: Pierwszy mecz nigdy nie należy do łatwych, tym bardziej po tak długiej przerwie. Myślę, że sam mecz można było podzielić na dwie części, tak naprawdę w drugim i trzecim  secie nie istnieliśmy. Musimy lepiej radzić sobie w momentach kiedy przeciwnik wywiera na nas presję, niestety u nas gra kompletnie się załamała. Dlatego bardzo ważne, że potrafiliśmy się odbudować i wejść z powrotem na poziom , który pozwolił nam na wyrównaną walkę z przeciwnikiem.

MO: Rozbrat z ligową siatkówką trwał ponad 190 dni, brakowało Ci już tej regularnej gry? Widać było, że obie drużyny były naładowane, a na boisku, aż kipiało od emocji. 

TK: Tak, na pewno nerwów było dużo. To musi być normalna sytuacja dla nas. Jesteśmy młodym zespołem, który ma grać na emocjach. Nie jesteśmy zespołem doświadczonym, który będzie punktował jak profesor każdego przeciwnika.

MO: Wróćmy jednak do wydarzeń sprzed meczu. Wczoraj oficjalnie stałeś się bowiem zawodnikiem drużyny Exact Systems Norwid Częstochowa i dodatkowo będziesz pełnił niejako w zastępstwie za Adriana Krasia funkcję kapitana drużyny. Przedmeczowy stres był większy niż normalnie?

TK: Na pewno jest to dla mnie nowa sytuacja, dołączyłem do zespołu dwa tygodnie temu. Chłopcy mi zaufali powierzając mi role kapitana. Stres był jednak typowy dla pierwszego meczu w nowym sezonie, ponieważ wszyscy byliśmy ciekawi, ale również liczyliśmy na to, ze uda się pozytywnie rozpocząć ten sezon. Jakieś dodatkowe smaczki mnie nie interesują. Przyszedłem tu grać i walczyć jak każdy z chłopaków.

MO: Nie miałeś jednak możliwości przepracowania z zespołem pełnego cyklu przygotowawczego. Poznałeś już dobrze sposób gry kolegów z drużyny, czy dopiero się zgrywacie? 

TK: Jeżeli chodzi o boisko to na pewno dalej się poznajemy, patrząc przez pryzmat pierwszego meczu ligowego, to już mogę powiedzieć, ze czeka nas dużo pracy, bo co innego zagrać w sparingu, a co innego liga. Pojawiają się emocje, zachowania są różne. Dlatego ważne, żeby poznać się z każdej strony z tej lepszej i tej gorszej. Musimy wiedzieć co możemy od siebie wymagać wzajemnie i jak się uzupełniać, żeby wyciągnąć z tego zespołu wszystko co najlepsze.

MO: Liga nabiera tempa. Teraz czas na kolejnego rywala – Gwardię Wrocław? Czasu nie ma za wiele, bo mecz już w sobotę w Częstochowie. Jak oceniasz ten zespół? Na papierze wydaje się być drużyną silniejszą od Lechii Tomaszów Mazowiecki?

TK: Co do Gwardii to na ten moment ciężko mi cokolwiek powiedzieć, znam pojedynczych chłopaków i nie widziałem żadnego ich meczu. Chwile temu obejrzałem wywiad Pana Trenera Janczaka, który na pytanie o nasz zespół był w stanie skupić się tylko na sylwetce trenera. Może on również naszego zespołu nie zna… trochę to „małe” z jego strony, ale może taki już jest. Nigdy nie wchodziłem w jakieś utarczki słowne, szczególnie na łamach prasy, jednak trochę mnie to zabolało jako człowieka z Wrocławia – wychowanka klubu. Bo Gwardia bez Janczaka by istniała, ale bez trenera Lebiody pewnie skończyła by swoją działalność kilka lat temu. Przepraszam za odejście od tematu, ale nie mogę się zgodzić jako kapitan jego zespołu i wychowanek, żeby ktoś robił sobie pożywkę, na łamach prasy. Wracając do sobotniego meczu to oczywiście możemy wygrać, albo przegrać, ale bądźmy dla siebie ludźmi, a nie wrogami.

MO: Dziękuję za rozmowę.

TK: Również dziękuję!